Artykuł Damiana Popilowskiego (02.04.2026)
Link do artykułu Goniec.pl
W świecie polityki każda wypowiedź jest starannie zaplanowana, jednak ciało nierzadko opowiada zupełnie inną historię. Detekcja nieszczerości u osób pełniących funkcje publiczne nie opiera się na intuicji, lecz na rygorystycznej analizie spójności komunikacyjnej, obciążenia poznawczego oraz mimowolnych reakcji fizjologicznych. O tym, jak krok po kroku zdemaskować polityka mijającego się z prawdą, opowiada w rozmowie z naszą redakcją Daria Domaradzka-Guzik, ekspertka mowy ciała, trenerka wystąpień publicznych i wykładowczyni akademicka.
Kluczowym wskaźnikiem nieszczerości jest brak spójności pomiędzy komunikatem werbalnym a zachowaniem niewerbalnym mówcy
Świadome kłamstwo skutkuje silną reakcją układu nerwowego, co prowadzi m.in. do skoków temperatury, mikropotliwości i mimowolnego pocierania twarzy
Odwracanie wzroku przez kłamiącego polityka to mit; w rzeczywistości tacy mówcy często intensywnie kontrolują wzrokiem swoich słuchaczy
Anatomia kłamstwa – zasada spójności i sygnały stresu
Badania nad komunikacją niewerbalną, których pionierem jest psycholog Paul Ekman, udowodniły, że w momentach wysokiego napięcia układ limbiczny wywołuje u człowieka niemożliwe do pełnego zahamowania przecieki niewerbalne. Ta naukowa prawidłowość stanowi fundament analizy wystąpień publicznych. Podstawą detekcji jest zidentyfikowanie zgrzytu między wypowiadaną treścią a postawą ciała. Jak wyjaśnia Daria Domaradzka-Guzik:
– W pierwszej kolejności najważniejszym elementem, który badamy w kontekście szukania kłamstwa czy też nieprawdomówności, jest brak spójności pomiędzy komunikacją werbalną a niewerbalną. Czyli to, czy to, co ktoś mówi, pasuje nam do tego, co widzimy. Tak dla najprostszego przykładu: jeżeli spotykam pana na ulicy i mówię: „Życzę panu miłego dnia”, a jednocześnie nie uśmiecham się, nie trzymam kontaktu wzrokowego, nie mówię tego z pełną ekspresją i jeszcze zerkam gdzieś w dół z zaciśniętymi pięściami, no to tak naprawdę pan w pierwszej kolejności daje wiarę temu, co widzi. Czyli to nie pasuje do tego, co pan słyszy. W związku z powyższym… Tego typu analizy, oczywiście bardziej złożone, robimy wtedy, kiedy mamy wystąpienia polityków, u których badamy, czy to, co mówią, pasuje do tego, jak wyglądają.
– Dwa: jest oczywiście cały szereg zestawów gestów, zachowań, ekspresji mimicznych, które mogą być sygnałem nieszczerości. Do tych najbardziej charakterystycznych, często zauważalnych i najbardziej rozpoznawalnych należą wszelkiego rodzaju: skubanie, pocieranie, ściskanie, zgniatanie dłoni, palców, rąk, pocieranie nadgarstków, poprawianie biżuterii, skubanie skórek i tak dalej. To są takie sygnały pozawerbalne, których bardzo trudno dopilnować, a które nasze ciało wykonuje wtedy, kiedy jesteśmy w sytuacji niekomfortowej.
W kryminalistyce i zaawansowanej analizie behawioralnej – na co wielokrotnie w swoich publikacjach wskazuje były agent FBI Joe Navarro – takie odruchy kategoryzuje się jako zachowania uspokajające. W sytuacji presji politycznej lub konfrontacji z trudnym pytaniem dziennikarskim mózg rejestruje zagrożenie, a nerwowe pocieranie dłoni czy manipulowanie zegarkiem służy podświadomemu obniżeniu tętna i ukojeniu dyskomfortu.
Fizjologiczna reakcja organizmu i obalenie mitu spuszczonego wzroku
– Mam taką teorię, w której mówię, że ciało zawsze zdradzi prawdziwy kłopot. Czyli jeżeli jesteśmy w kłopocie, jesteśmy w poczuciu konieczności powiedzenia nieprawdy, to wtedy nasze ciało się w taki sposób broni. To, co dodatkowo bardzo charakterystyczne, to fakt, co się dzieje z naszą mikroekspresją, ale także z mimiką i z tym jest powiązana dalsza część z gestami. Mianowicie, jeżeli kłamstwo zidentyfikujemy jako celowe, świadome mówienie nieprawdy, to oznacza, że nie zapomniałam, kiedy była bitwa pod Grunwaldem, tylko z jakiegoś powodu – najprawdopodobniej dla korzyści własnej albo mojej organizacji – potrzebuję skłamać. To oznacza, że ja wiem, że będę w kłopocie. Jeżeli ja wiem, że będę w kłopocie, to tu włącza się fizjologia. Ciało zaczyna pokazywać ten kłopot.
– W pierwszej kolejności krew krąży nam szybciej. To oznacza, że zaczyna bić szybciej serce. To oznacza, że temperatura naszego ciała podnosi się o parę stopni. To oznacza, że zaczynają się pojawiać mikrodrobinki potu w okolicach nosa, brwi, w okolicach brody czy na szyi i karku. I my zaczynamy automatycznie, podświadomie (bo to troszkę swędzi) pocierać nos, pocierać czoło albo wykonywać charakterystyczne gesty pocierania karku.
– I ciekawa rzecz – kiedyś było takie stwierdzenie, że kłamca zawsze spuszcza wzrok. Absolutnie przeszło to już do mitów. Dzisiaj w pierwszej kolejności, kiedy mamy do czynienia ze świadomym, celowym kłamcą, który nie robi tego przez przypadek, tylko ma konkretne zadanie na celu, mamy do czynienia z mówcą, który – wtedy, kiedy do nas mówi – absolutnie świdruje nas kątem oka. Właśnie po to, żeby sprawdzić, czy jego kłamstwo dobrze weszło, czy należy je w jakiś sposób poprawić, czy może już wystarczy i zrealizowaliśmy swój cel. Dlatego jeżeli ktoś patrzy na nas (i ten timing jest ważny) równocześnie wgapiając się i mówiąc, to warto mieć z tyłu głowy, czy czasem nie jest to kłopot związany z brakiem szczerości.
Komentarz ekspertki precyzyjnie koresponduje z wnioskami z badań naukowych nad psychologią oszustwa, które prowadził m.in. profesor Richard Wiseman z University of Hertfordshire. Eksperymenty empiryczne dowiodły, że osoby dopuszczające się manipulacji nie unikają kontaktu wzrokowego, lecz z premedytacją i bardzo silnie kontrolują otoczenie. Wynika to ze skrajnie wysokiego obciążenia poznawczego – celowy kłamca musi na bieżąco ewaluować reakcję rozmówcy, by w ułamkach sekund korygować wymyśloną historię.
Znaczenie kontekstu i wyznaczanie bazy behawioralnej polityka
– Ale co najważniejsze: wszystkie gesty, wszystkie zachowania, wszystkie mikroekspresje muszą być analizowane w kontekście. To znaczy nie możemy wyciągnąć sobie jednego zachowania niewerbalnego i przypisać mu kłamstwa. Tak jak to często bywa – słyszę, że: „o, właśnie dotyka nosa, to znaczy, że kłamie”. Nie, tam musi być szereg zachowań, które występują wokół siebie, żebyśmy mogli ryzykować tezę, że pojawia się nieszczerość. I dwa: zawsze badamy to w kontekście.
– Dlatego nie rekomenduję analizowania kłamstwa wyłącznie na podstawie sygnałów niewerbalnych, tak zwanej mowy ciała bez warstwy werbalnej. To znaczy: absolutnie fajnie i dobrze, ale trzeba pilnować tego, żeby taka analiza odbywała się w kontekście, czyli razem ze słowami. Nie możemy sobie pozwolić tylko na to, żeby dawać wiarę wyłącznie temu, co widzimy, ale musimy to sobie zracjonalizować w oparciu o to, co słyszymy.
– No i fajnie byłoby wiedzieć, czym się zajmujemy, czyli czy oceniamy wyłącznie osoby, których standardy zachowań są nam znane. Dlatego tak łatwo ocenia się osoby publiczne, do których zachowań przywykliśmy i potrafimy ocenić je sobie jako bazę. I wtedy wszelkie odstępstwa od tej bazy, wszelkie odstępstwa od standardów, wszelkie zachowania odmienne niż zazwyczaj ten polityk czy osoba publiczna prezentuje, możemy wkładać w te sygnały, które mogą nas skłonić do przemyśleń o tej nieszczerości.
Podejście to opisuje w literaturze naukowej psycholog śledczy Aldert Vrij, nazywając ten mechanizm ustalaniem linii bazowej. Wszelkie diagnozy prawdomówności, by posiadały rzetelną wartość analityczną, muszą bazować na obserwowaniu klastrów zachowań – czyli grup symptomów występujących w jednym czasie. Analiza zachowań polityka jest miarodajna wyłącznie wtedy, gdy najpierw poznamy jego zindywidualizowany, spersonalizowany standard zachowań w warunkach braku stresu, by potem trafnie wyłapywać pojawiające się od niego odstępstwa.